Samotnik rozdział 7: We trójkę

Powrotny spacer do elektrowni trwał o wiele dłużej, niż zajmowało to mi. Wynikało to stąd, że tylko ja byłem uzbrojony. Musiałem więc całą trasę podzielić na odcinki. Najpierw upewniałem się, czy nie czycha na nas jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Potem przebiegłem odcinek, znów się upewniałem. I dopiero potem w ślad za mną ruszały dziewczyny. Dominika uparła się, że będzie poruszać się razem z siostrą, jej sprawa, chociaż moim zdaniem było to tylko dodatkowe narażanie się. Między innymi dlatego opuszczając galerię wcześnie rano, dotarliśmy do elektrowni w późnym popołudniem. Trasa, którą zwykle przechodziłem w jakieś trzy kwadransy pokonaliśmy w ponad trzy godziny. I jak zwykle: kontrola wejść, kontrola schodów, kontrola pomieszczeń. Dopiero wtedy ruszyłem w stronę mojej kryjówki w starym Rosomaku, ale zatrzymałem się w pół kroku. Szybko skierowałem moje dwie turystki w stronę starych, zaniedbanych toalet.
- Maski na twarz – powiedziałem z ironią, chociaż ja byłem nawykły do zapachu. Cóż, zaraz pod budynkiem elektrowni była kanalizacja. Ubikacje nie były już od dawna czynne, ale w kilku miejscach kratki ściekowe prowadziły wprost do kanałów. Wiedziałem, że kanałami wciąż płynęła woda, ale prąd… Prąd był zdecydowanie za słaby. Wpuściłem je do łazienki, po czym, stając w progu z automatem w dłoni, wskazałem na kratkę. – Toaleta, korzystamy dwa razy dziennie, rano i wieczorem, wasza jedyna szansa przed pójściem spać – powiedziałem, po czym odwróciłem się plecami, lustrując resztę hali elektrowni. Drażniły mnie ich szepty za plecami, niemal walczyłem ze sobą, by wciąż się nie odwracać, chociaż przecież wiedziałem, że to tylko one. Ha, tylko. Gdy skończyły, obejrzałem się na nie. Właśnie poprawiały ubrania. Zdążył mi gdzieś mignąć skrawek skóry Dominiki, zanim zdążyła całkiem unieść spodnie. – Ostatni posiłek? – zapytałem.
- Co?! – jęknęła przerażona, patrząc to na mnie, to na automat, który trzymałem w dłoni. Wywróciłem oczami, gdy doszło do mnie, że zupełnie inaczej zrozumiała moje słowa.
- Kiedy ostatni raz coś zjadłyście? – wyjaśniłem. Dziewczyna zmrużyła oczy, zastanawiając się.
- Dzisiaj rano, ostatnią puszkę mięsa. – Skinąłem głową i ruszyłem w stronę centrum hali, ponaglając je. Gdy zaczęła się Katastrofa, instalacje nie wytrzymały swojego ciężaru. Upadły, runęły, połamały się i pokrzywiły, a ja mogłem tylko sobie wyobrazić, jak potworne to musiało być wydarzenie. A potem ktoś wjechał do hali Rosomakiem, w dodatku takim do ewakuacji medycznej. Po co? Nie miałem pojęcia, ale jakiś czas później znalazłem go. To znaczy… szkielet w wojskowym mundurze, poszarpanym od licznych zębów. Kilka metrów od niego stała stara, jednosoiowa przyczepa, którą kiedyś znalazłem na mieście i którą z niemałym wysiłkiem przytargałem tutaj. To był mój podręczny magazynek.Wyciągnąłem spod ubrania kluczyk na krótkim łańcuszku. Kłódka, doskonale ukryta, szczęknęła cicho i otworzyłem spore tylne drzwiczki, przez które bez trudu wszedłem do środka przyczepki. To było miejsce, w którym trzymałem brudne, zewnętrzne ubrania. Szybko zdjąłem z siebie FOO-1 i założyłem wyjęty ze szczelnego, foliowego pokrowca mundur batalionu, pozbawiony jakichkolwiek oznaczeń, za to z drugą, czystą kaburą, do której przełożyłem Glocka oraz pochwami na noże, do których również przełożyłem noże. Zostawiłem plecak i wyszedłem, zamykając za sobą drzwiczki przyczepki. Teraz Otworzyłem tylne drzwi Rosomaka i popatrzyłem krytycznie na obie dziewczyny. Na dziewczynę i dziecko, w zasadzie.
- Rozebrać się, dziewczyny – powiedziałem głosem pozbawionym emocji. Dominika popatrzyła na mnie zaskoczona, ale po chwili w jej oczach pojawiła się rezygnacja. Zwiesiła głowę.
- Ja się rozbiorę – wyjąkała cicho, patrząc gdzieś w podłogę. – Ale proszę cię, zostaw ją, to jeszcze jest dziecko… – wyszeptała błagalnie, jednak posłusznie zdjęła plecak i kurtkę. Zmrużyłem oczy gniewnie, widząc, jak jej kurtka, spadając, wznieciła kurz zalegający na podłodze. – Zostawisz ją, dobrze? – zapytała znów. – Zrobię co tylko zechcesz, tylko proszę, nie dotykaj jej… – Wywróciłem znów oczami, wreszcie rozumiejąc.
- Nie zamierzam was dotykać, kretynko – warknąłem i wysunąłem w jej stronę licznik geigera, który zatrzeszczał nieprzyjemnie. – Jesteście brudne. Nie wpuszczę was takich do środka. Pozbyć się spodni, butów, bluzek, kurtek, plecaków i masek. Bielizna chyba może zostać. Już – dodałem głosem nie znoszącym sprzeciwu. Dominika niechętnie zaczęła się rozbierać. Zmrużyłem gniewnie oczy, widząc, jak rzucona przez nią kurtka wznieciła tumany kurzu, w dodatku miałem wrażenie, że zrobiła to potwornie głośno. Minęło kilka chwil i obie były już w samej bieliźnie, przy czym dziewczynka miała na sobie wyłącznie zdecydowanie chłopięce majteczki i jakiegoś kolorowego t-shirta. Ponownie zbliżyłem do nich dozymetr i zatrzeszczał trochę słabiej, ale gdy zbliżyłem do ich ubrań, było zdecydowanie gorzej. – Widzisz? – zapytałem. – Radiacja – dodałem i zobaczyłem, że ich ciała pokryły się gęsią skórką, a dziewczyna zaczynała przegrywać z drżeniem mięśni. Cóż, domyślam się, że było zimno. Otworzyłem drzwiczki do Rosomaka i pierwszy wszedłem do środka. Oczywiście, było tutaj kompletnie ciemno, nie było tutaj przecież żadnych okien. Na szczęście wciąż miałem baterie do niewielkiej, ledowej latarki zawieszonej na suficie. Jej blade światełko wypełniło delikatnie moją niewielką przestrzeń. Obie dziewczyny niepewnie wślizgnęły się za mną, a wtedy zamknąłem drzwiczki na kłódkę od środka i powiesiłem klucz obok drzwi. Z jakiegoś powodu nie chciałem pokazać im, że są moimi więźniami. Szybko podszedłem do dwóch materacy, jakie leżały na jednym końcu wnętrza i wyciągnąłem jeden spod drugiego, po czym przeciągnąłem go na drugą stronę, tak daleko ode mnie, jak tylko się dało, pod same drzwiczki pojazdu.
- Wasze miejsce do spania. – Wskazałem. – Jedzenie trzy razy dziennie, schowane gdzie indziej. Myjemy się rano, gdzie indziej. Nie wychodzicie bez mojego pozwolenia. I nie odzywacie się – dodałem, po czym sam położyłem się na swoim materacu, kładąc obok siebie Glocka. Automat zostawiłem nieco dalej, ale również w moim zasięgu. No i dwa bojowe noże tuż pod ręką. Zgasiłem światło i zapadły całkowite ciemności. Słyszałem tylko oddechy dwóch, całkowicie zależnych ode mnie, obcych dziewczyn. I czułem się z tym naprawdę źle.
- Dziękuję ci – wyszeptała dziewczyna, po czym wraz z siostrą od razu położyły się na materacu. Zignorowałem ją zupełnie i poprawiłem materac, tak, by móc drzemać na siedząco, mając pod kontrolą obie dziewczyny. Gdy oczy przywykły już do ciemności, zacząłem dostrzegać, że dziewczynka mocno przytuliła się do starszej siostry, a ta objęła ją ramieniem. Patrzyłem na nie przez chwilę, po czym wstałem w końcu i z zapasowego plecaka leżącego na jednej z półek wyciągnąłem gruby, bawełniany koc. Podszedłem do nich i rzuciłem im na materac. Usłyszałem znów słowa podziękowania.

Jakiś czas później obudził mnie szelest. To znaczy, gdy w końcu zasnąłem, bo tak naprawdę każdy ich ruch, każdy dźwięk, każdy szmer, nawet świst ich niespokojnych oddechów, sprawiał, że otwierałem oczy. Nauczyłem się jednak budzić bez gwałtownego zrywania się, powoli, delikatnie, niczym wąż, który cierpliwie czeka, by zerwać się do ataku. Teraz tak samo powoli zacisnąłem dłoń na nożu. Wiedziałem, że w całkowitych ciemnościach będę widział doskonale. Słyszałem zbliżający się ku mnie oddech, czułem coraz intensywniejszy zapach. Zdałem sobie nagle sprawę, że rozpoznałem po zapachu Dominikę. To ona powoli się do mnie zbliżała i zaraz zrozumiałem, dlaczego się tak skradała – była przecież w mojej kryjówce po raz pierwszy, pełzła niemalże po omacku. Poczułem, że była tuż obok mnie. Otworzyłem oczy gwałtownie i lewą ręką chwyciłem ją za gardło, prawą uniosłem nóż. Delikatnie przyłożyłem ostrze płasko do jej policzka i z odległości kilku centymetrów spojrzałem w jej oczy.
- Maciek, puść, to boli… – wycharczała cicho przez zaciśnięte gardło. Nie odezwałem się słowem, wciąż tylko patrząc w jej przerażone oczy. Nie zwolniłem uścisku. – Teresa śpi. Chciałam ci… chciałam ci się odwdzięczyć za to, że nas przyjąłeś. Umiem być cicho, nie obudzi się. Puść, to boli – wyjęczała. Poczułem jej dłonie na mojej klatce piersiowej, ale cofnęła je, gdy docisnąłem mocniej nóż do jej policzka.
- Niczego od ciebie nie chcę – wysyczałem gniewnie, zdając sobie sprawę, jak chciała mi się chyba odwdzięczyć. – Jutro znajdę wam w centrum nowe ubrania i będziecie mogły odejść – warknąłem. – Nie zbliżaj się do mnie więcej – dodałem, po czym odepchnąłem ją lewą ręką, puszczając jej gardło. Cofnęła się, wciągając gwałtownie powietrze. Rozkaszlała się i usiadła tuż przede mną na piętach, odzyskując oddech. Oddychała chwilę głęboko, a ja miałem okazję raz jeszcze się jej przyjrzeć. Była zdecydowanie wychudzona, jednak mimo tego zachowała kobiecą sylwetkę. Wąska talia, w połączeniu z szerokimi biodrami tworzyły przyjemną dla oka linię. Dostrzegłem też, że jej biustonosz rzeczywiście nie był założony li tylko dla siebie samego, to jej bordowy sweter był o kilka rozmiarów za duży, a może jeszcze w obozie chciała maksymalnie obniżyć swoją urodę? Pokręciłem głową i patrząc jej w oczy, wskazałem materac po drugiej stronie. Czułem, że ich odejście wcale nie będzie takie proste, jak bym chciał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>